I to jest najgorsze. Żeby wszyscy w łańcuszku nawet nie wiem jak się starali to i tak nie przewidzą wszystkich możliwych błędów. Do tego dochodzą drakońsko napięte terminy, oszczędności na ludziach, sprzęcie, proofach, wszechobecna spychologia. Racje ma ten kto ma większy dar przekonywania, ze jego standardy, sposób pracy jest jedynie słuszny. Informowanie klienta o błędzie czasami jest niemile widziane "Przecież jesteście poważną firmą, nie możecie sobie poradzić? Inni takie rzeczy robią bez drgnięcia powieki"
A najciekawsze jest to, że obojętnie co by się nie stało, u nas zawsze winna jest "przygotowalnia" czyli ja. Świętym obowiązkiem maszynisty jest np. złożyć arkusz przed rozpoczęciem jazdy i przynajmniej sprawdzić czy kolejność stron jest prawidłowa i paginy na swoich miejscach. Ale nie, bo po co. I mamy arkusz na odwracane wydrukowany w podwójnym nakładzie. Pan maszynista dopiero pod koniec jazdy pierwszej strony złożył sobie arkusz i sie kapnął że numery stron się powtarzają. Pretensje oczywiście do mnie - bo nie powiedziałem maszyniście że arkusz jest na odwracane. Dziewczyna falcowała 16-ke, wiadomo, pierwszy falc powinien być zrobiony perferem żeby miało którędy uchodzić powietrze. Perfera do falcerki niet, a dziewczynka cały nakład opierniczyła ze zmarszczką przy grzbiecie no "bo co miała zrobić". Przyszła szefowa, rzuciła mi arkusz na biurko: "JAK TY TO ZMONTOWAŁEŚ, CAŁY NAKŁAD DO WYWALENIA!!!". I zatkało kakao jak uświadomiłem panią, że skoro nie ma perfera można rozciąć arkusz na pół i sfalcować osobno, a potem poskładać do kupy.
Czasami mam wrażenie że pracuje z samymi debilami. Chyba napisze pamiętnik :-) Ha, najlepszy numer na koniec: Przychodzi do mnie szefowa z płytą cd którą przed chwilą dostała od klienta, wręcza mi i pyta "Czy do tego są już zrobione blachy"? W życiu mnie tak nie zamurowało :-)
pozdrawiam Paweł
Naswietlanie a TrueType z PDF
Jak to jest mozliwe ? Drukarnia zwala cala wine na mnie, ze dokument (czasopismo) do naswietlania nie powienien miec czcionek w formacie TrueType (sic?) O co chodzi ? generalnie: - czy naświetlarnia jest drukarniana czy jako działa jako niezależny podmiot. - weź z jedną stronę "z błędem" dokładnie z tego PDF'a i naświetl w innej naświetlarni, nawet we dwóch.Tzn. nie wycinaj tylko zanieś całego PDF'a z prośbą o naświetlenie konkretnej strony. Udowodniłem w ten sposób błąd drukarni cyfrowej, w której RIP nieprawidłowo interpretował przezroczystości. Drukowali ponownie. - jeżeli drukarnia/naświetlarnia wykonywała formproofy to kto je akceptował. - jeżeli w naświetlaniu zginęły te wyrazy to czy RIP sygnalizował błędy i czy obsługa zareagowała czy zignorowała logi (dużo naświetlarni ignoruje błędy, niektóre informują, że plik jest uszkodzony). - jeżeli plik był poddany impozycji to możliwe, że program do impozycji mógł spowodować zniknięcie
ale generalnie to trochę dziwne, jeżeli font niebyłby się załadował a obsługa zignorowała informację o blędach, to RIP zwykle podstawia jakiś krój podstawowy np. courier. A tu pustka, tak jakby obiektu nie było.
IMHO zrób test w innych naświetlarniach i z takim materiałem możesz rozmawiać z drukarnią.
Pozdrawiam, J
A kto sprawdzal i akceptowal wydruki impozycyjne, ozalidy czy cokolwiek, na czym mozna zobaczyc material po zripowaniu? To raz, ale jeżeli przy naświetlani zignorowali info o błędach w pliku to niestety świadczy o fachowości obsługi naświetlarni. Wzięli kasę za dobrą robotę nie wykonując jej poprawnie. IMHO zwrot kosztów jest po ich stronie, nie jesteś w stanie sprawdzić kilkuset stron by stwierdzić, że po drodze w naświetlaniu coś się spierdzieliło a juniorbuttonpusher olał komunikaty o błędach. Oczywiście o ile były
J.
"doom3"
.. ale generalnie to trochę dziwne, jeżeli font niebyłby się załadował a obsługa zignorowała informację o blędach, to RIP zwykle podstawia jakiś krój podstawowy np. courier. A tu pustka, tak jakby obiektu nie było.
"Jacek Kauch"
Pracujac na starszych RIPach Agfy i Harlequinach kilka razy spotkalem sie z sytuacja zginiecia fragmentu tekstu bez jakiegokolwiek komunikatu o bledzie. W zasadzie mozna wiec powiedziec, ze to RIP byl winny, gdyby nie to, ze przepuszczenie pracy przez PS lub, jesli mialem dostep do materialow zrodlowych, wygenerowanie pdf via distiller ZAWSZE skutkowalo zniknieciem bledu. I co zrobic z takim przypadkiem? W inkryminowanym przypadku, jak juz pisalem, praca na ApogeeX ripuje sie bez strat, ale czy przygotowujac pdf do nieznanej "przetargowej" drukarni, nie powinno sie tego zrobic jak najbardziej bezpieczna metoda przez PS lub przynajmniej starac sie nadzorowac wykonanie tego co sie zlecilo? Zaloze sie, ze gdyby przynajmniej jedna ze stron postarala sie bardziej, bledu daloby sie uniknac. Szkoda tylko, ze nauka bywa mocno kosztowna, a pojawieniesie CTP mocno te koszty podnioslo i rozmylo zwyczajowe zakresy odpowiedzialnosci.